"Różowa Hiena": dramaty na miarę naszych czasów.
I na miarę naszych wczasów.
W ostentacyjnym hołdzie dla Jego Wysokości Mistrza "G".
środa, 12 lipca 2006
Ja i Ty Dwa Braty
Teatrzyk "Rózowa Hienia", ledwie zipiąc z gorąca, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku z obrzydliwie jednoznaczną przyjemnością, przedstawia sztukę demograficzno-polityczno-symboliczną pt: "Ja i Ty Dwa Braty" występują: Kaczor-Amor - pierwszy kochanek IV Rzeczpospolitej, Kaczor-Mentor - wierna kopia pierwszego kochanka IV Rzeczpospolitej, Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz - nadworny giermek. W wolnych od giermkowania chwilach zaprzysięgły sodomita. Scena przedstawia - jak zwykle zresztą - przytulny buduar Kaczora-Amora. W dyskretnym półmroku dostrzegamy stół, dwie postacie oraz tradycyjną polską zastawę stołową. Kaczor-Amor (wyjątkowo wyluzowany) : Tak, tak mój Mentoreńku...(pociąga z gwinta i zagryza "Suchą Krakowską") Kaczor-Mentor (przejmując flaszeczkę): Tak, tak mój Amoreńku...(zagryza ogórkiem małosolnym) Kaczor-Amor (dopijając resztóweczkę): Aczkolwiek zawsze to jakieś zaskoczenie. Choć to przecież jak najbardziej do przewidzenia. Kaczor-Mentor (lekko zdezorientowany): Zaraz, zaraz. Co do przewidzenia? Kaczor-Amor: No, że w koncu flaszka się skończy. Kaczor-Mentor: A...Flaszka! Oczywiście. (wyjmuje komórkę) Chrząszczyk? Skocz no...tak... TAK! Byle szybko. (uśmiecha się czule do brata) Ach, ta potęga władzy! Widziałeś? Jeden telefon i załatwione! Ach, Amorku...czy to cię nie podnieca?! Kaczor-Amor: Mnie podnieca tylko Angelina Jolie. Kaczor-Mentor: Ach tak...zapomniałem. Kaczor-Amor (rozmarzony): Wiesz, jak patrzę na te jej nabrzmiałe porządaniem wargi, które tak lubieżnie, delikatnie i powoli zwilża tym swoim niezwykle wytrenowanym języczkem... I kiedy wyobrażę sobie, że ona mnie tym niezwykle wytrenowanym języczkiem... Kaczor-Mentor: No, no, no!! Tylko bez pornografii mi tu! Bardzo proszę! Za pół godziny mamy spotkanie z biskupem! Kaczor-Amor: A tak...oczywiście. (wzdycha głęboko i dalej płaczliwie) Dlaczego nie z Ageliną???!!! Kaczor-Mentor (ze złością): Bo ona cię w ogóle nie zna!!! Widziałeś ją tylko w "Tomb Rider". Kaczor-Amor: Ale za to 283 razy!!! To tak, jakby zawsze była ze mną... Kaczor-Mentor (złośliwie): A co z Ziuteczką? Kaczor-Amor (w zachwycie): Jak zamknę oczy, a ona przypnie rewolwery...I wyobrażę sobie, że... Kaczor-Mentor (w rozpaczy): Chryste Panie!!! Przestań!!! Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz (od progu niśmiało): Jaśnie panie, przyniosłem. Tu postawię. Ośmielę sie też zauważyć, że Jego Wielebność Biskup czeka. Kaczor-Mentor: Dzięki, Chrząszczyku. Na ciebie zawsze można liczyć (uśmiecha się smutno) Chyba zrobimy cię prezydentem Kopydłowa. Ale idź już. Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz: Oczywiście Jaśnie Panie. Dziękuję, Jaśnie Panie (wycofuje się w ukłonach, ukradkowo uprawiając sodomię z zasłoną) Kaczor-Mentor (w zadumie, z flaszką w ręku): Za Angelinę, Amorku (przełyka z oporem i oddaje butelkę bratu) Kaczor-Amor (bardzo wzruszony): Za Angelinę!!! (wypija do dna i obciera energicznie usta) Chodzmy już. Biskup czeka. Kaczor-Mentor (z holiłódzkim uśmiechem): Chcesz "Mentosa"? (ustawia się odowiednio do kamery) To prawdziwy frashmaker! (wychodzą bratersko objęci) KURTYNA (opada w zadumie w flaszką w ręku)
czwartek, 06 lipca 2006
Zemsta Kaczora-Amora
Teatrzyk "Różowa Hiena" ma niebywały zaszczyt przedstawić jedyną w swoim rodzaju sztukę polityczno-pornograficzno-jednoaktową pod fascynująco-prowokującym tytułem: "Zemsta Kaczora-Amora" Występują: Kaczor-Amor - pierwszy kochanek IV Rzeczpospolitej, Ludwik de Duren'ie - jego wierny giermek, Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz - nadworny paź i sodomita, Ziuta Wróblowska - nałożnica pańska, Lustereczko - jako lustereczko. Scena przedstawia - jak zwykle - przytulny buduar Kaczora-Amora. W dyskretnym półmroku ledwie dostrzegamy Amora leżącego na sofie z kompresem na głowie i klączacą obok sofy jego wierną nałożnicę. Kaczor-Amor (jęcząc): Ziuteczko, Ziutuniu...Wróbluniu... ja juz nie mogę , ja już nie wytrzymam, ja sobie w łeb palnę! (siada podniecony) de Duren'ie! daj gwintówkę strzelę sobie we w makówkę! de Duren'ie: Mocium Panie, twe wezwanie, mocium Panie mam w sposobie, ino te gwintówke zrobie (wychodzi narychtować gwintówkę) Ziuta Wróblowska (załamawszy drobne rączki): Amorku kochany, ale o co chodzi? Popatrz, jaki piękny wieczór! Chcesz już odejść? Jeszcze ranek nie tak blisko, słowik to, a nie skowronek się zrywa! Kaczor-Amor (znowu leży z kompresem): Ale ja już nie mogę Ziuteczko! No zobacz, co te szwaby o mnie powypisywały! (podtyka jej pod nos wydarty kawałek gazety o tytule DIE TAGEcośtam) Ziuta Wróblowska: Ale to po niemiecku. Ich nicht spreche dojtsz. Zresztą czytać dojtsz też nicht. Kaczor-Amor: Ale nasz Chrząszczyk sprechen. (siada i klaszcze w dłonie) Chrząszczyk! do nogi! Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz (jak zwykle zachwycony sobą i światem): Jestem, o Panie na twe wezwanie. Do nóżek padam i mało jadam. Kaczor-Amor: To dobrze. Przeczytaj no teraz, co tam te niemieckie łże-elity napisały. Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz: One napisały, że Wasza Wielmożność ma nos, jak kartoffel i że Wasza Wielmożność... Kaczor-Amor (jęcząc na kanapie): nienienie! przestańprzestańprzestań! ja tak nie mogę! Nie mogę nie mogę nie mogę! (sięga po lusteczko) Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie? Lustereczko: Angelina Jolie. Kaczor-Amor (wyraźnie wnerwiony): No to się doigrałeś, Panie Lustereczko. De Duren'ie!!! de Duren'ie (grobowym głosem z gwintówką w dłoni): Na rozkaz, Jaśnie Panie. Kaczor-Amor (wskazując na lustereczko): wiesz, co masz zrobić? de Duren'ie: Oczywiście. Bierzemy w kamasze. Kaczor-Amor (wniebowzięty): A jak! (do lustereczka) i żeby mi to było ostatni raz! Bo inaczej - (tu przybiera marsową minę) - zginiesz w jajcarni!!! Lustereczko: (omdlewa z wrażenia) Ziuta Wróblowska: (klaszcze z radości w drobne rączki) de Duren'ie: (wali na wiwat z gwintówki) Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz: (uśmiecha się radośnie, uprawiająć po cichu sodomię z Unią) KURTYNA (przerażona emigruje do Londynu)
piątek, 03 lutego 2006
Konferencja prasowa
Teatrzyk "Rózowa Hiena" ma wątpliwy zaszczyt i nieprzyjemność zaprezentowania Szanownej Publiczności nieudaną jednoaktówkę pod zupełnie nieudanym tytułem Konferencja prasowa Występują: Kaczor Amor - pierwszy kochanek IV Rzeczpospolitej, Ludwik de Duren'ie - jego ochroniarz, Zbigniew Waterwoman - miłośnik kąpieli, Prezes Leppiej - jak zwykle zadowolony z siebie, Polskojęzyczni dziennikarze - reprezentujący sprzedajne, polskojęzyczne media liberalne, Jedyny prawdziwy dziennikarz - reprezentujący prawdziwe, polskie media patriotyczne. Scena przedstawia salę przygotowaną do konferecji prasowej. Z przodu stół, potem rząd krzeseł. W kącie maszyna do tortur i odpowiednie narzędzia. Prezes Leppiej: Serdecznie witamy na naszej konferencji prasowej na temat prac koalicji. Szczególnie serdecznie witamy przedstawicieli mediów patriotycznych. Media polskojęzyczne informujemy, że przygotowaliśmy salę tortur. A tera prosiemy o pytania. Polskojęzyczny dziennikarz: Panie Prezesie, chciałem zapytać, czy to prawda, że... Prezes Leppiej (grzmiąco): Cicho, ty sprzedawczyku i zdrajco ojczyzny! Kaczor Amor (pogardliwie): Spieprzaj dziadu! Ludwik de Duren'ie (z lubością): Bo cię weźmiemy w kamasze! Polskojęzyczny dziennikarz (bełkocze zszokowany): No ale...no ale... Ludwik de Duren'ie (wskazując wszystkim na maszynę do tortur): Widzicie tę maszynę? Polskojęzyczni dziennikarze (wyjątkowo zgodnie): Widzimy tę maszynę. Ludwik de Duren'ie (wrzeszczy): TO MORDA W KUBEŁ!!! Polskojęzyczni dziennikarze: (przerażeni wsadzają mordy do kubła) Kaczor Amor (uśmiechając się czule do jedynego pawdziwego dziennikarza): Może Pan? Jedyny prawdziwy dziennikarz (nieco zestresowany): Może ja potem...? Kaczor Amor (jeszcze bardziej czule): Ależ nie ma sprawy kolego, proszę zadać uzgodnione pytanie. Jedyny prawdziwy dziennikarz (zalękniony): Kiedy ja zapomniał... Kaczor Amor (z westchnieniem, dzwoni): Zbychuuu? Cooo? Kąpiesz się? Achaaa, bąbelki słabe... Kogoś mi ty tu przysłał, no Zbychu...cooo? no pytania zapomniał...Taaa...nieee...wystarczy pięc lat w kamieniołomach...nooo...też tak myślę...No to nara. Jedyny prawdziwy dziennikarz (na kolanach ze łzami w oczach): Litości panie dobrodzieju!!! Litości!!! Ja niewinny!!! ja nie chciał na dziennikarza...! ja lubieł paść krowy...ale ksiądz proboszcz kazali...litości...(płacze przeraźliwie) Ludwik de Duren'ie (jak zwykle apodyktycznie): Cicho, bekso! Rewolucja moralna wymaga ofiar! I ty będziesz jedną z nich! Zostaniesz (tu staje na baczność) MĘCZENNIKIEM!!! Prezes Leppiej: (strzela nieszczęśnikowi w łeb z dwururki) Kaczor Amor (do mikrofonu grobowym tonem): Chciałbym wygłosić oświadczenie. Oto właśnie przed chwilą przedstawiciele sprzedajnych polskojęzycznych mediów z zimną krwią zamordowali Prawdziwego Polaka Dziennikarza tylko za to, że miał odwagę być Prawdziwym Patriotą. Oddajmy w milczeniu cześć jego pamięci (wszyscy trzej stoją przez minutę na baczność, po czym wyjmują Kałasznikowy). Polskojęzyczni dziennikarze: (w panice wykupują tanie bilety lotnicze do Londynu) KURTYNA (przerażona opada w pozycji na baczność)
środa, 11 stycznia 2006
Con Amore
Teatrzyk "Różowa Hiena" z wprost seksualną rozkoszą całkowicie orgiastycznie prezentuje przedstawienie miłosno-polityczne pt Con Amore Występują: Kaczor-Amor - pierwszy kochanek IV Rzeczpospolitej, Ziuta Wróblowska - panna na wydaniu, Donald Utyskiewicz - były narzeczony Ziuty, Scena przedstawia przytulny buduar Kaczora-Amora. Dyskretne oświetlenie, srebrna zastawa, na ścianie portret Przodka i buława marszałkowska. W kącie kanapa i stolik. Na kanapie Amor z Ziutą wpatrzeni w siebie czule. Kaczor-Amor (z uczuciem): Azaliż kochasz mnie bardzo, Ziuteczko? Ziuteczka (także z uczuciem): Kocham Cię, jak szalona, mój Ty Kaczorku-Amorku (drapie przyjaźnie Amora pod brodą i uśmiecha się zalotnie). A co z tego będę miała? Kaczor-Amor (z pasją): Dam Ci zachody i wschody słońca, dam Ci kwiaty i spodnie taty, dam Ci wszystkie skarby IV Rzeczpospolitej, która - jak ogólnie wiadomo - jest moja (tu filuternie się uśmiecha). Ziuteczka: A może by tak...ministerstwo finansów? Kaczor-Amor: dla Ciebie wszystko, Bejbi (dzwoni do minister finansów). Pani Minister? Spadaj dziadówo (zadowolony odkłada słuchawkę). Ziuteczka (wniebowzięta): Ach, tyś mi mój najmilszy! Tyś mi mój jedyny! Donald Utyskierwicz (ze łzami w oczach, podglądając przez dziurkę od klucza): Ziuto, Ziuteczko, Ziutuniu... ja Cię ciągle kocham... KURTYNA (opada wstrząsana spazmami płaczu)
czwartek, 27 października 2005
Gadał dziad do obrazu
Teatrzyk "Różowa Hiena" ma niewątpliwy zaszczyt zaprezentować Kochanej Publiczności sztukę demaskatorsko-edukacyjną w jednym akcie pt: "Gadał Dziad do obrazu" występują: Lech Kwaczyński - szczęśliwy, bo wybrany Prezydent Elekt, Jarosław Kwaczyński - Ten, Który Poświęcił Się Dla Brata, Donald Utyskiewicz - szczęśliwy, bo niewybrany, Maria Rokitnicowa - była kandydatka na Premiera z Rokitnicy. Premier-elekt Macincikiewicz - zadowolony aż do bólu, Bezdomny Dziad - zagubiona ofiara przemian polityczno-gospodarczych. Scena przedstawia romboidalny stół, przy którym toczą się obrady koalicyjne po wyborach parlamentarnych. Na stole pół litra (razy cztery) i ogórek kiszony (razy osiem). Lech Kwaczyński (triumfalnie sącząc z butelki i zagryzając ogórem): Ergo - bibomus, kolegos! I kto kogos wyruchas w wyboras? ha? (zadowolony patrzy na Brata) Chcecie koalicyjki? To reformy bierzecie na siebie. Jarosław Kwaczyński (też triumfalnie, z przymkniętym okiem zagryzając po wypiciu): dokładnie, cioty wenezuelskie! dokładnie! (zaciera drobne rączki) Już my wam pokażemy teraz, co to znaczy: cała władza w ręce rad. Tzn: moralna odnowa Rzeczpospolitej. (tu puszcza oko do brata) Donald Utyskiewicz: Jarku... po co trzymasz tego skurwysyna? (pokazuje zdjęcie Łuku Kurskiego) Jarosław Kwaczyński: A chuj z nim. Murzyn zrobił swoje - Murzyn musi odejść. (pluje na zdjęcie) I wyobrażasz sobie? Chuj przyszedł do Sejmu z żoną i z dzieckiem. (pęcznieje na twarzy). No kurwa!!! Taki numer (pociąga z gwinta i zagryza z niesmakiem). Maria Rokitnicowa (godnie i w kapeluszu): A ja się nie zgadzam! Noszę wąsy od przed-wojny! Jarosław Kwaczyński: A kogo to, kurwa, obchodzi???? Albo bierzesz Administrację i świecisz gołą dupą w telewizji, albo spierdalaj na drzewo. (z obrzydzeniem) Cioto. Maria Rokitnicowa: a właśnie, że nie będę świecić! Albo: świeciła! (obraża się i wychodzi na kawę do znanej rokitnickiej kawiarni, gdzie z nerwów wypija 15 gram wódki "Stolicznaja") Premier-elekt Marcincikiewicz (skrajnie entuzjastycznie): Uważam, że jest świetnie!!! Rozmowy koalicyjne zawiodły tylko w 10%. Czyli powinniśmy zacząć tam, gdzie się próżniliśmy się (uśmiecha się zalotnie do kamery). Bo ja (tu poważnieje na twarzy) wierzę w koalicję dla dobra Polski. Wszyscy obecni zgodnym chórem (po udanym stłumieniu odruchu wymiotnego): Wypierdalaj!!! (rzucają butelkami i ogórkiem w elekta) Premier-elekt Marcincikiewicz : (spłoszony wypierdala zgodnie z życzeniem) Bezdomny Dziad (nieśmiało zza węgła): Może zanalazła by się jakaś kawałka chleba dla bezdomnego? Bracia Kwaczyńscy (chórem, mocno wkurwieni): SPIEPRZAJ DZIADU!!! Bezdomny Dziad: (spieprza w podskokach) KURTYNA (przerażona, spieprza w podskokach w ciągu pięciu sekund)
czwartek, 13 października 2005
Polska solidarna
Teatrzyk "Rózowa Hiena" ma wyjątkowy zaszczyt przedstawić sztukę pełną gwałtu i przemocy pt: "Polska solidarna" Występują: Lech Kwaczyński - kandydat na prezydenta. Twórca nieistniejącej IV Rzeczpospolitej Donald Utyskiewicz - kontrkandydat na prezydenta. Twórca nieistniejącej Polski liberalnej Tłum wyborców - reprezentacja Narodu żywo zainteresowana wyborami (zwana też mniejszością seksualną) Paparazzi - taki fotograf Scena przedstawia podest wyborczy, z którego przemawia kandydat Kwaczyński. KWACZYŃSKI: Nie będzie już liberał pluł wam w twarz i dzieci wam łajdaczył! Nastanie teraz Polska solidarna, gdzie bogaci solidarnie podzielą się swym bogactwem z biednymi i wszyscy będą solidarnie szczęśliwi! TŁUM WYBORCÓW (skrajnie entuzjastycznie): SUPER!!! (po czym wdrapuje się na podest i zdziera z Kwaczyńskiego ubranie, zegarek, długopis i okulary) KWACZYŃSKI (obdarty i nieco ogłpiały): Ludzie! Ale ja wcale nie jestem bogaty! TŁUM WYBORCÓW: Ach, jacy teraz jesteśmy szczęśliwi! (leci obedrzeć z ubrania kandydata Utyskiewicza) UTYSKIEWICZ: (na wszelki wypadek wyjeżdza w podróż służbową na Grenlandię) PAPARAZZI (robi zdjęcie obdartego z ubrania Kwaczyńskiego, po czym sprzedaje go do pewnego opinotwórczego dziennika za 100 tysięcy) KURTYNA (opada leniwie, ogladając z zainteresowaniem zdjęcie w internecie)
środa, 05 października 2005
Jak zostać (i nie zostać) prezydentem
Teatrzyk "Różowa Hiena" ma wątpliwą przyjemność zaprezentować dramat polityczno-socjotechniczny pt: "Jak zostać (i nie zostać) prezydentem" Występują: Leszek Kwaczyński - kurduplowaty kandydat na prezydenta. Mąż stanu, przez co ojciec dwójki dzieci. Widoczny kompleks Napoleona. Katolik aż do smierci. Donald Utyskiewicz - zatroskany kandydat na prezydenta. Ciągle myśli o tym, jak zrobić lepiej. Tylko jeszcze nie wie, komu. Przez środowisko Kwaczyńskiego zwany liberałem-aferałem. Lech Wałęsa - były prezydent i były przywódca. Gawiedź - zwana też niekiedy pospólstwem. Bliżej nieokreślona grupa społeczna o postawie roszczeniowej. Scena 1 i niestety - tragicznie ostatnia. Scena przedstawia podest wyborczy, na który wdrapują się kandydaci (kandydat Kwaczyński po drabinie). Po wdrapaniu się - przemawiają.
KWACZYŃSKI: Polacy, Rodacy! Wielbiciele Papieża! Jedyni Na Świecie Prawdziwi Katolicy! GAWIEDŻ (wyczekująco): eeeeee? KWACZYŃSKI: Dam wam banany!!! I fortepiany!!! Dla każdego!!! GAWIEDŹ (entuzjastycznie) UUUUUU!!! UTYSKIEWICZ (lekceważąco): A skąd weźmiesz na to kasiorę, ha???? Tu Cię mam, bratku!!! GAWIEDŹ (wyczekująco): YYYYYY??? KWACZYŃSKI (z głębokim poczuciem misji): Pierdolić kasiorę!!! SO-LI-DAR-NI! SO-LI-DAR-NI! LI-BE-RAŁY-A-FE-RA-ŁY!!! UTYSKIEWICZ: No, Panie Kwaczyński, jak można tak obrzydliwie kłamać, a fe! KWACZYŃSKI: SO-LI-DAR-NI! SO-LI-DAR-NI! LI-BE-RAŁY-A-FE-RA-ŁY!!! GAWIEDŹ (z przekonaniem): Chcemy fortepianów dla każdego!!! KWACZYŃSKI (nieco zaskoczony): Na pewno? GAWIEDŹ: NA PEWNO!!! Dawaj po fortepianie, a jak nie, to WPIERDOL!!! KWACZYŃSKI (nieco zdezorientowany): No... to macie. 38 milionów fortepianów. Po jednym dla każdego. GAWIEDŹ: Hurrra!!!Hurrra!!!Hurrra!!! (po czym baluje do świtu) KWACZYŃSKI (rozmarzony w zachwycie): W ten sposób spełniło się moje marzenie. Fortepian dla każdego. Sztuka dla każdego. Nadbudowa dla każdego. 100 milionów dla każdego. LECH WAŁĘSA: O bardzo przepraszam. To moje hasło. KWACZYŃSKI: A... to sorki. ( po czym zaciąga gigantyczną pożyczkę w banku światowym na zakup fortepianów i emigruje do Ameryki Południowej, gdzie zakłada Porozumienie Serwus-Lewus) UTYSKIEWICZ: A nie mówiłem? (po czym emigruje do Ameryki Północnej, gdzie zakłada Platformę Seksualną i oddaje się dzikim orgiom) KURTYNA (opada z ulgą, grając na fortepianie utwory związane ze śmiercią z głodu)
wtorek, 04 października 2005
Pierdolę wybory
Teatrzyk "Różowa Hiena" ma zaszczyt przedstawić sztukę polityczno-pornograficzną w jednym akcie pt: "Pierdolę wybory" Występują: wybory - akt obywatelskiego obowiązku, często poniżany i lekcewazony, Pan Zanek - potencjalny wyborca, Pani Ziuta - obiekt westchnień Pana Zenka. Scena 1 i ostatnia: Scena przedstawia przytulną kawalerkę Pana Zenka. Oświetlenie - dyskretny półcień. Meble: kanapa i stół. Na stole stoi butelka wódki, dwa kieliszki oraz ogórek. Na kanapie siedzą: Pan Zenek i Pani Ziuta. Dzień wyborów parlamentarnych. PAN ZENEK (czule): Ziuta... Ziuteczko... Ziutuniu... szaleję za Tobą, jak szalony... Oczy Twe, jako dwa księżyce na niebie, a ja bardzo kocham Ciebie! PANI ZIUTA (malując paznokcie): Zenuś, wyluzuj! Przestań bajerować, tylko zerwij ze mnie majtki, jak zwykle zresztą! No, Zenek! Dalej, ty zwierzaku!!! PAN ZENEK: ((wytrenowanym ruchem zrywa majtki, ale nagle zamyśla się głęboko (?)): O, nie Ziuta, o nie... nie dzisiaj... dzisiaj nie...! Bo wiesz, co? (wstaje i przyjmuje pozycję monumentalną) Bo dzisiaj, to ja pierdolę WYBORY!!! PANI ZIUTA: (pada zemglona) KURTYNA (opada z obrzydzeniem, jak i wszyscy ci, KTÓRYM SIĘ CHCIAŁO)
|
|