"Różowa Hiena": dramaty na miarę naszych czasów. I na miarę naszych wczasów. W ostentacyjnym hołdzie dla Jego Wysokości Mistrza "G".
RSS
środa, 12 lipca 2006
Ja i Ty Dwa Braty

Teatrzyk "Rózowa Hienia", ledwie zipiąc z gorąca, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku z obrzydliwie jednoznaczną przyjemnością, przedstawia sztukę demograficzno-polityczno-symboliczną pt:

"Ja i Ty Dwa Braty"

występują:
Kaczor-Amor - pierwszy kochanek IV Rzeczpospolitej,
Kaczor-Mentor - wierna kopia pierwszego kochanka IV Rzeczpospolitej,
Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz - nadworny giermek. W wolnych od giermkowania chwilach zaprzysięgły sodomita.

Scena przedstawia - jak zwykle zresztą - przytulny buduar Kaczora-Amora. W dyskretnym półmroku dostrzegamy stół, dwie postacie oraz tradycyjną polską zastawę stołową.

Kaczor-Amor (wyjątkowo wyluzowany) : Tak, tak mój Mentoreńku...(pociąga z gwinta i zagryza "Suchą Krakowską")

Kaczor-Mentor (przejmując flaszeczkę): Tak, tak mój Amoreńku...(zagryza ogórkiem małosolnym)

Kaczor-Amor (dopijając resztóweczkę): Aczkolwiek zawsze to jakieś zaskoczenie. Choć to przecież jak najbardziej do przewidzenia.

Kaczor-Mentor (lekko zdezorientowany): Zaraz, zaraz. Co do przewidzenia?

Kaczor-Amor: No, że w koncu flaszka się skończy.

Kaczor-Mentor: A...Flaszka! Oczywiście. (wyjmuje komórkę) Chrząszczyk? Skocz no...tak... TAK! Byle szybko. (uśmiecha się czule do brata) Ach, ta potęga władzy! Widziałeś? Jeden telefon i załatwione! Ach, Amorku...czy to cię nie podnieca?!

Kaczor-Amor: Mnie podnieca tylko Angelina Jolie.

Kaczor-Mentor: Ach tak...zapomniałem.

Kaczor-Amor (rozmarzony): Wiesz, jak patrzę na te jej nabrzmiałe porządaniem wargi, które tak lubieżnie, delikatnie i powoli zwilża tym swoim niezwykle wytrenowanym języczkem... I kiedy wyobrażę sobie, że ona mnie tym niezwykle wytrenowanym języczkiem...

Kaczor-Mentor: No, no, no!! Tylko bez pornografii mi tu! Bardzo proszę! Za pół godziny mamy spotkanie z biskupem!

Kaczor-Amor: A tak...oczywiście. (wzdycha głęboko i dalej płaczliwie) Dlaczego nie z Ageliną???!!!

Kaczor-Mentor (ze złością): Bo ona cię w ogóle nie zna!!! Widziałeś ją tylko w "Tomb Rider".

Kaczor-Amor: Ale za to 283 razy!!! To tak, jakby zawsze była ze mną...

Kaczor-Mentor (złośliwie): A co z Ziuteczką?

Kaczor-Amor (w zachwycie): Jak zamknę oczy, a ona przypnie rewolwery...I wyobrażę sobie, że...

Kaczor-Mentor (w rozpaczy): Chryste Panie!!! Przestań!!!

Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz (od progu niśmiało): Jaśnie panie, przyniosłem. Tu postawię. Ośmielę sie też zauważyć, że Jego Wielebność Biskup czeka.

Kaczor-Mentor: Dzięki, Chrząszczyku. Na ciebie zawsze można liczyć (uśmiecha się smutno) Chyba zrobimy cię prezydentem Kopydłowa. Ale idź już.

Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz: Oczywiście Jaśnie Panie. Dziękuję, Jaśnie Panie (wycofuje się w ukłonach, ukradkowo uprawiając sodomię z zasłoną)

Kaczor-Mentor (w zadumie, z flaszką w ręku): Za Angelinę, Amorku (przełyka z oporem i oddaje butelkę bratu)

Kaczor-Amor (bardzo wzruszony): Za Angelinę!!! (wypija do dna i obciera energicznie usta) Chodzmy już. Biskup czeka.

Kaczor-Mentor (z holiłódzkim uśmiechem): Chcesz "Mentosa"? (ustawia się odowiednio do kamery) To prawdziwy frashmaker! (wychodzą bratersko objęci)

KURTYNA
(opada w zadumie w flaszką w ręku)

13:56, kingcrimson
Link Komentarze (3) »
czwartek, 06 lipca 2006
Zemsta Kaczora-Amora

Teatrzyk "Różowa Hiena" ma niebywały zaszczyt przedstawić jedyną w swoim rodzaju sztukę polityczno-pornograficzno-jednoaktową pod fascynująco-prowokującym tytułem:

"Zemsta Kaczora-Amora"

Występują:

Kaczor-Amor - pierwszy kochanek IV Rzeczpospolitej,
Ludwik de Duren'ie - jego wierny giermek,
Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz - nadworny paź i sodomita,
Ziuta Wróblowska - nałożnica pańska,
Lustereczko - jako lustereczko.

Scena przedstawia - jak zwykle - przytulny buduar Kaczora-Amora. W dyskretnym półmroku ledwie dostrzegamy Amora leżącego na sofie z kompresem na głowie i klączacą obok sofy jego wierną nałożnicę.

Kaczor-Amor (jęcząc): Ziuteczko, Ziutuniu...Wróbluniu... ja juz nie mogę , ja już nie wytrzymam, ja sobie w łeb palnę! (siada podniecony) de Duren'ie! daj gwintówkę strzelę sobie we w makówkę!

de Duren'ie: Mocium Panie, twe wezwanie, mocium Panie mam w sposobie, ino te gwintówke zrobie (wychodzi narychtować gwintówkę)

Ziuta Wróblowska (załamawszy drobne rączki): Amorku kochany, ale o co chodzi? Popatrz, jaki piękny wieczór! Chcesz już odejść? Jeszcze ranek nie tak blisko, słowik to, a nie skowronek się zrywa!

Kaczor-Amor (znowu leży z kompresem): Ale ja już nie mogę Ziuteczko! No zobacz, co te szwaby o mnie powypisywały! (podtyka jej pod nos wydarty kawałek gazety o tytule  DIE TAGEcośtam)

Ziuta Wróblowska: Ale to po niemiecku. Ich nicht spreche dojtsz. Zresztą czytać dojtsz też nicht.

Kaczor-Amor: Ale nasz Chrząszczyk sprechen. (siada i klaszcze w dłonie) Chrząszczyk! do nogi!

Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz (jak zwykle zachwycony sobą i światem): Jestem, o Panie na twe wezwanie. Do nóżek padam i mało jadam.

Kaczor-Amor: To dobrze. Przeczytaj no teraz, co tam te niemieckie łże-elity napisały.

Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz: One napisały, że Wasza Wielmożność ma nos, jak kartoffel i że Wasza Wielmożność...

Kaczor-Amor (jęcząc na kanapie): nienienie! przestańprzestańprzestań! ja tak nie mogę! Nie mogę nie mogę nie mogę! (sięga po lusteczko) Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?

Lustereczko: Angelina Jolie.

Kaczor-Amor (wyraźnie wnerwiony): No to się doigrałeś, Panie Lustereczko. De Duren'ie!!!

de Duren'ie (grobowym głosem z gwintówką w dłoni): Na rozkaz, Jaśnie Panie.

Kaczor-Amor (wskazując na lustereczko): wiesz, co masz zrobić?

de Duren'ie: Oczywiście. Bierzemy w kamasze.

Kaczor-Amor (wniebowzięty): A jak! (do lustereczka) i żeby mi to było ostatni raz! Bo inaczej - (tu przybiera marsową minę) - zginiesz w jajcarni!!!

Lustereczko: (omdlewa z wrażenia)

Ziuta Wróblowska: (klaszcze z radości w drobne rączki)

de Duren'ie: (wali na wiwat z gwintówki)

Chrząszcz Brzęczyszczykiewicz: (uśmiecha się radośnie, uprawiająć po cichu sodomię z Unią)

KURTYNA
(przerażona emigruje do Londynu)

13:52, kingcrimson
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lutego 2006
Konferencja prasowa

Teatrzyk "Rózowa Hiena" ma wątpliwy zaszczyt i nieprzyjemność zaprezentowania Szanownej Publiczności nieudaną jednoaktówkę pod zupełnie nieudanym tytułem

Konferencja prasowa

Występują:

Kaczor Amor - pierwszy kochanek IV Rzeczpospolitej,
Ludwik de Duren'ie - jego ochroniarz,
Zbigniew Waterwoman - miłośnik kąpieli,
Prezes Leppiej - jak zwykle zadowolony z siebie,
Polskojęzyczni dziennikarze - reprezentujący sprzedajne, polskojęzyczne media liberalne,
Jedyny prawdziwy dziennikarz - reprezentujący prawdziwe, polskie media patriotyczne.

Scena przedstawia salę przygotowaną do konferecji prasowej. Z przodu stół, potem rząd krzeseł. W kącie maszyna do tortur i odpowiednie narzędzia.

Prezes Leppiej: Serdecznie witamy na naszej konferencji prasowej na temat prac koalicji. Szczególnie serdecznie witamy przedstawicieli mediów patriotycznych. Media polskojęzyczne informujemy, że przygotowaliśmy salę tortur. A tera prosiemy o pytania.

Polskojęzyczny dziennikarz: Panie Prezesie, chciałem zapytać, czy to prawda, że...

Prezes Leppiej (grzmiąco): Cicho, ty sprzedawczyku i zdrajco ojczyzny!

Kaczor Amor (pogardliwie): Spieprzaj dziadu!

Ludwik de Duren'ie (z lubością): Bo cię weźmiemy w kamasze!

Polskojęzyczny dziennikarz (bełkocze zszokowany): No ale...no ale...

Ludwik de Duren'ie (wskazując wszystkim na maszynę do tortur): Widzicie tę maszynę?

Polskojęzyczni dziennikarze (wyjątkowo zgodnie): Widzimy tę maszynę.

Ludwik de Duren'ie (wrzeszczy): TO MORDA W KUBEŁ!!!

Polskojęzyczni dziennikarze: (przerażeni wsadzają mordy do kubła)

Kaczor Amor (uśmiechając się czule do jedynego pawdziwego dziennikarza): Może Pan?

Jedyny prawdziwy dziennikarz (nieco zestresowany): Może ja potem...?

Kaczor Amor (jeszcze bardziej czule): Ależ nie ma sprawy kolego, proszę zadać uzgodnione pytanie.

Jedyny prawdziwy dziennikarz (zalękniony): Kiedy ja zapomniał...

Kaczor Amor (z westchnieniem, dzwoni): Zbychuuu? Cooo? Kąpiesz się? Achaaa, bąbelki słabe... Kogoś mi ty tu przysłał, no Zbychu...cooo? no pytania zapomniał...Taaa...nieee...wystarczy pięc lat w kamieniołomach...nooo...też tak myślę...No to nara.

Jedyny prawdziwy dziennikarz (na kolanach ze łzami w oczach): Litości panie dobrodzieju!!! Litości!!! Ja niewinny!!! ja nie chciał na dziennikarza...! ja lubieł paść krowy...ale ksiądz proboszcz kazali...litości...(płacze przeraźliwie)

Ludwik de Duren'ie (jak zwykle apodyktycznie): Cicho, bekso! Rewolucja moralna wymaga ofiar! I ty będziesz jedną z nich! Zostaniesz (tu staje na baczność) MĘCZENNIKIEM!!!

Prezes Leppiej: (strzela nieszczęśnikowi w łeb z dwururki)

Kaczor Amor (do mikrofonu grobowym tonem): Chciałbym wygłosić oświadczenie. Oto właśnie przed chwilą przedstawiciele sprzedajnych polskojęzycznych mediów z zimną krwią zamordowali Prawdziwego Polaka Dziennikarza tylko za to, że miał odwagę być Prawdziwym Patriotą. Oddajmy w milczeniu cześć jego pamięci (wszyscy trzej stoją przez minutę na baczność, po czym wyjmują Kałasznikowy).

Polskojęzyczni dziennikarze: (w panice wykupują tanie bilety lotnicze do Londynu)

KURTYNA
(przerażona opada w pozycji na baczność)

14:14, kingcrimson
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 stycznia 2006
Con Amore

Teatrzyk "Różowa Hiena" z wprost seksualną rozkoszą całkowicie orgiastycznie prezentuje przedstawienie miłosno-polityczne pt

Con Amore

Występują:

Kaczor-Amor - pierwszy kochanek IV Rzeczpospolitej,
Ziuta Wróblowska - panna na wydaniu,
Donald Utyskiewicz - były narzeczony Ziuty,

Scena przedstawia przytulny buduar Kaczora-Amora. Dyskretne oświetlenie, srebrna zastawa, na ścianie portret Przodka i buława marszałkowska. W kącie kanapa i stolik. Na kanapie Amor z Ziutą wpatrzeni w siebie czule.

Kaczor-Amor (z uczuciem): Azaliż kochasz mnie bardzo, Ziuteczko?

Ziuteczka (także z uczuciem): Kocham Cię, jak szalona, mój Ty Kaczorku-Amorku (drapie przyjaźnie Amora pod brodą i uśmiecha się zalotnie). A co z tego będę miała?

Kaczor-Amor (z pasją): Dam Ci zachody i wschody słońca, dam Ci kwiaty i spodnie taty, dam Ci wszystkie skarby IV Rzeczpospolitej, która - jak ogólnie wiadomo - jest moja (tu filuternie się uśmiecha).

Ziuteczka: A może by tak...ministerstwo finansów?

Kaczor-Amor: dla Ciebie wszystko, Bejbi (dzwoni do minister finansów).
Pani Minister? Spadaj dziadówo (zadowolony odkłada słuchawkę).

Ziuteczka (wniebowzięta): Ach, tyś mi mój najmilszy! Tyś mi mój jedyny!

Donald Utyskierwicz (ze łzami w oczach, podglądając przez dziurkę od klucza): Ziuto, Ziuteczko, Ziutuniu... ja Cię ciągle kocham...

KURTYNA
(opada wstrząsana spazmami płaczu)

13:47, kingcrimson
Link Komentarze (1) »
czwartek, 27 października 2005
Gadał dziad do obrazu

Teatrzyk "Różowa Hiena" ma niewątpliwy zaszczyt zaprezentować Kochanej Publiczności sztukę demaskatorsko-edukacyjną w jednym akcie pt:

"Gadał Dziad do obrazu"

występują:

Lech Kwaczyński - szczęśliwy, bo wybrany Prezydent Elekt,
Jarosław Kwaczyński - Ten, Który Poświęcił Się Dla Brata,
Donald Utyskiewicz - szczęśliwy, bo niewybrany,
Maria Rokitnicowa - była kandydatka na Premiera z Rokitnicy.
Premier-elekt Macincikiewicz - zadowolony aż do bólu,
Bezdomny Dziad - zagubiona ofiara przemian polityczno-gospodarczych.

Scena przedstawia romboidalny stół, przy którym toczą się obrady koalicyjne po wyborach parlamentarnych. Na stole pół litra (razy cztery) i ogórek kiszony (razy osiem).

Lech Kwaczyński (triumfalnie sącząc z butelki i zagryzając ogórem): Ergo - bibomus, kolegos! I kto kogos wyruchas w wyboras? ha? (zadowolony patrzy na Brata) Chcecie koalicyjki? To reformy bierzecie na siebie.

Jarosław Kwaczyński (też triumfalnie, z przymkniętym okiem zagryzając po wypiciu): dokładnie, cioty wenezuelskie! dokładnie! (zaciera drobne rączki) Już my wam pokażemy teraz, co to znaczy: cała władza w ręce rad. Tzn: moralna odnowa Rzeczpospolitej. (tu puszcza oko do brata)

Donald Utyskiewicz: Jarku... po co trzymasz tego skurwysyna? (pokazuje zdjęcie Łuku Kurskiego)

Jarosław Kwaczyński: A chuj z nim. Murzyn zrobił swoje - Murzyn musi odejść. (pluje na zdjęcie) I wyobrażasz sobie? Chuj przyszedł do Sejmu z żoną i z dzieckiem. (pęcznieje na twarzy). No kurwa!!! Taki numer (pociąga z gwinta i zagryza z niesmakiem).

Maria Rokitnicowa (godnie i w kapeluszu): A ja się nie zgadzam! Noszę wąsy od przed-wojny!

Jarosław Kwaczyński: A kogo to, kurwa, obchodzi???? Albo bierzesz Administrację i świecisz gołą dupą w telewizji, albo spierdalaj na drzewo. (z obrzydzeniem) Cioto.

Maria Rokitnicowa: a właśnie, że nie będę świecić! Albo: świeciła! (obraża się i wychodzi na kawę do znanej rokitnickiej kawiarni, gdzie z nerwów wypija 15 gram wódki "Stolicznaja")

Premier-elekt Marcincikiewicz (skrajnie entuzjastycznie): Uważam, że jest świetnie!!! Rozmowy koalicyjne zawiodły tylko w 10%. Czyli powinniśmy zacząć tam, gdzie się próżniliśmy się (uśmiecha się zalotnie do kamery). Bo ja (tu poważnieje na twarzy) wierzę w koalicję dla dobra Polski.

Wszyscy obecni zgodnym chórem (po udanym stłumieniu odruchu wymiotnego): Wypierdalaj!!! (rzucają butelkami i ogórkiem w elekta)

Premier-elekt Marcincikiewicz : (spłoszony wypierdala zgodnie z życzeniem)

Bezdomny Dziad (nieśmiało zza węgła): Może zanalazła by się jakaś kawałka chleba dla bezdomnego?

Bracia Kwaczyńscy (chórem, mocno wkurwieni): SPIEPRZAJ DZIADU!!!

Bezdomny Dziad: (spieprza w podskokach)

KURTYNA
(przerażona, spieprza w podskokach w ciągu pięciu sekund)


17:11, kingcrimson
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 października 2005
Polska solidarna

Teatrzyk "Rózowa Hiena" ma wyjątkowy zaszczyt przedstawić sztukę pełną gwałtu i przemocy pt:

"Polska solidarna"

Występują:

Lech Kwaczyński - kandydat na prezydenta. Twórca nieistniejącej IV Rzeczpospolitej
Donald Utyskiewicz - kontrkandydat na prezydenta. Twórca nieistniejącej Polski liberalnej
Tłum wyborców - reprezentacja Narodu żywo zainteresowana wyborami (zwana też mniejszością seksualną)
Paparazzi - taki fotograf

Scena przedstawia podest wyborczy, z którego przemawia kandydat Kwaczyński.

KWACZYŃSKI: Nie będzie już liberał pluł wam w twarz i dzieci wam łajdaczył! Nastanie teraz Polska solidarna, gdzie bogaci solidarnie podzielą się swym bogactwem z biednymi i wszyscy będą solidarnie szczęśliwi!

TŁUM WYBORCÓW (skrajnie entuzjastycznie): SUPER!!! (po czym wdrapuje się na podest i zdziera z Kwaczyńskiego ubranie, zegarek, długopis i okulary)

KWACZYŃSKI (obdarty i nieco ogłpiały): Ludzie! Ale ja wcale nie jestem bogaty!

TŁUM WYBORCÓW: Ach, jacy teraz jesteśmy szczęśliwi! (leci obedrzeć z ubrania kandydata Utyskiewicza)

UTYSKIEWICZ: (na wszelki wypadek wyjeżdza w podróż służbową na Grenlandię)

PAPARAZZI (robi zdjęcie obdartego z ubrania Kwaczyńskiego, po czym sprzedaje go do pewnego opinotwórczego dziennika za 100 tysięcy)

KURTYNA
(opada leniwie, ogladając z zainteresowaniem zdjęcie w internecie)

08:44, kingcrimson
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 października 2005
Jak zostać (i nie zostać) prezydentem

Teatrzyk "Różowa Hiena" ma wątpliwą przyjemność zaprezentować dramat polityczno-socjotechniczny pt:

"Jak zostać (i nie zostać) prezydentem"

Występują:

Leszek Kwaczyński - kurduplowaty kandydat na prezydenta. Mąż stanu, przez co ojciec dwójki dzieci. Widoczny kompleks Napoleona. Katolik aż do smierci.

Donald Utyskiewicz - zatroskany kandydat na prezydenta. Ciągle myśli o tym, jak zrobić lepiej. Tylko jeszcze nie wie, komu. Przez środowisko Kwaczyńskiego zwany liberałem-aferałem.

Lech Wałęsa - były prezydent i były przywódca.

Gawiedź - zwana też niekiedy pospólstwem. Bliżej nieokreślona grupa społeczna o postawie roszczeniowej.

Scena 1 i niestety - tragicznie ostatnia.
Scena przedstawia podest wyborczy, na który wdrapują się kandydaci (kandydat Kwaczyński po drabinie). Po wdrapaniu się - przemawiają.

KWACZYŃSKI: Polacy, Rodacy! Wielbiciele Papieża! Jedyni Na Świecie Prawdziwi Katolicy!
GAWIEDŻ (wyczekująco): eeeeee?
KWACZYŃSKI: Dam wam banany!!! I fortepiany!!! Dla każdego!!!
GAWIEDŹ (entuzjastycznie) UUUUUU!!!
UTYSKIEWICZ (lekceważąco): A skąd weźmiesz na to kasiorę, ha???? Tu Cię mam, bratku!!!
GAWIEDŹ (wyczekująco): YYYYYY???
KWACZYŃSKI (z głębokim poczuciem misji): Pierdolić kasiorę!!! SO-LI-DAR-NI! SO-LI-DAR-NI! LI-BE-RAŁY-A-FE-RA-ŁY!!!
UTYSKIEWICZ: No, Panie Kwaczyński, jak można tak obrzydliwie kłamać, a fe!
KWACZYŃSKI: SO-LI-DAR-NI! SO-LI-DAR-NI! LI-BE-RAŁY-A-FE-RA-ŁY!!!
GAWIEDŹ (z przekonaniem): Chcemy fortepianów dla każdego!!!
KWACZYŃSKI (nieco zaskoczony): Na pewno?
GAWIEDŹ: NA PEWNO!!! Dawaj po fortepianie, a jak nie, to WPIERDOL!!!
KWACZYŃSKI (nieco zdezorientowany): No... to macie. 38 milionów fortepianów. Po jednym dla każdego.
GAWIEDŹ: Hurrra!!!Hurrra!!!Hurrra!!! (po czym baluje do świtu)
KWACZYŃSKI (rozmarzony w zachwycie): W ten sposób spełniło się moje marzenie. Fortepian dla każdego. Sztuka dla każdego. Nadbudowa dla każdego. 100 milionów dla każdego.
LECH WAŁĘSA: O bardzo przepraszam. To moje hasło.
KWACZYŃSKI: A... to sorki. ( po czym zaciąga gigantyczną pożyczkę w banku światowym na zakup fortepianów i emigruje do Ameryki Południowej, gdzie zakłada Porozumienie Serwus-Lewus)
UTYSKIEWICZ: A nie mówiłem? (po czym emigruje do Ameryki Północnej, gdzie zakłada Platformę Seksualną i oddaje się dzikim orgiom)

KURTYNA
(opada z ulgą, grając na fortepianie utwory związane ze śmiercią z głodu)

12:25, kingcrimson
Link Komentarze (1) »
wtorek, 04 października 2005
Pierdolę wybory
Teatrzyk "Różowa Hiena" ma zaszczyt przedstawić sztukę polityczno-pornograficzną w jednym akcie pt:

"Pierdolę wybory"

Występują:

wybory - akt obywatelskiego obowiązku, często poniżany i lekcewazony,

Pan Zanek - potencjalny wyborca,

Pani Ziuta - obiekt westchnień Pana Zenka.

Scena 1 i ostatnia:

Scena przedstawia przytulną kawalerkę Pana Zenka. Oświetlenie - dyskretny półcień. Meble: kanapa i stół. Na stole stoi butelka wódki, dwa kieliszki oraz ogórek. Na kanapie siedzą: Pan Zenek i Pani Ziuta. Dzień wyborów parlamentarnych.

PAN ZENEK (czule): Ziuta... Ziuteczko... Ziutuniu... szaleję za Tobą, jak szalony... Oczy Twe, jako dwa księżyce na niebie, a ja bardzo kocham Ciebie!

PANI ZIUTA (malując paznokcie): Zenuś, wyluzuj! Przestań bajerować, tylko zerwij ze mnie majtki, jak zwykle zresztą!

No, Zenek! Dalej, ty zwierzaku!!!

PAN ZENEK: ((wytrenowanym ruchem zrywa majtki, ale nagle zamyśla się głęboko (?)): O, nie Ziuta, o nie... nie dzisiaj... dzisiaj nie...! Bo wiesz, co?

(wstaje i przyjmuje pozycję monumentalną)

Bo dzisiaj, to ja pierdolę WYBORY!!!

PANI ZIUTA: (pada zemglona)

KURTYNA

(opada z obrzydzeniem, jak i wszyscy ci, KTÓRYM SIĘ CHCIAŁO)

07:59, kingcrimson
Link Komentarze (4) »